Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2009 Polish Border Tour. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2009 Polish Border Tour. Pokaż wszystkie posty
Epilog atramentem sympatycznym pisany

1/23/2010

Epilog atramentem sympatycznym pisany

Dopisek

[more]

Uzmysłowiłem sobie, że cokolwiek widziałem, czegokolwiek doświadczałem co chłonąłem, to jakby nie ja sam...


Wszystko odbieram nadal i nieustannie oczami K., z myślą (albo i nawet bez myśli - instynktem, wnętrzem) jak to wszystko by Jej się podobało, jakie miałaby wrażenia, czy to by jej smakowało, czy brzmiałyby w Jej ustach cudne, prawie dziecinne, gardłowe wibrujące dźwięki: "mmMmmMmmMmmMmmMmm..." oznaczające ekscytację.


W czasie tej pustelniczej i natchnionej wyprawy, w prostocie, w chwilach samotności wśród gór, pośród lasów, wśród jezior, jak ludzkie zwierzę - nabrałem jednej jedynej pewności w sercu, że siebie nigdy nie zawiodę. Że wiem, czym jestem. Że choć przeraża mnie czasami wielkość nieurzeczywistnień, i choć jak płonące polano rozsypię się na zawsze - jedno tylko umiem: kochać jak pies, wiernie, bezczelnie, zwyczajnie. Ugryźć i lizać potem, warczeć i upokarzać się, skamleć i łasić się. Pies, pies jestem najzwyklejszy. Ale wiem przecież czym jestem i czuję, że za chwilę zaszczekam niesamowicie i jak owczarek kaukaski polecę za dziwnymi przypadkami moich wiecznych, w kółko idących wędrówek.

Cyferki i cyfry wyprawy Polish Border Tour 2009

12/30/2009

Cyferki i cyfry wyprawy Polish Border Tour 2009

Statystyki

[more]

 



uczestnicy:   ja sam, czyli Jarosław BLARU Antoniak

 

Kiedy:  27 czerwca - 26 lipca 2009


czas wyprawy:  30 dni


czas jazdy:  29 dni


dystans:  3.602 km


najdłuższy etap:  155 km


najkrótszy etap:  72 km


średnia dzienna:  124,2 km

Polish Border Tour 2009 - Dzień 30

12/30/2009

Polish Border Tour 2009 - Dzień 30

Dzień 30 wyprawy - etap 29 jazdy (ostatni)

[more]

Etap 29 (ostatni)

26 lipiec 2009, niedziela


Szczawno Zdrój - Lubin


(Szczawno Zdrój - Stare Bogaczowice - Dobromierz - Roztoka - Mierczyce - Wądroże Wielkie - Szczedrzykowice - Prochowice - Lubin)


86 km



 


Dzisiaj ostatni etap, spacerowy, niczym Tour de France na Polach Elizejskich w Paryżu. Jazda głównie z górki i zaledwie na 86-kilometrowym dystansie. Właściwie to moja podróż jest już zakończona, bo ten odcinek znam doskonale, pokonywałem go dziesiątki razy. Szczawno Zdrój to przecież moje rodzinne strony.


Wjeżdżam do Lubina na ulicę Sokolą. Czekają na mnie rodzice z butelką szampana. Miłe to uczucie kiedy witają cię szampanem. Na liczniku 3.602 km, na wadze 64 kg. Przejechałem 300 km ponad plan, a 4 dni szybciej niż zamierzałem (nie robiłem dni odpoczynku, poza jednym). I schudłem ponad 5 kg.


I jestem z siebie, kurwa, bardzo dumny ;))


 


ZROBIŁEM TO!!!



 


KONIEC :-)



 

Polish Border Tour 2009 - Dzień 29

12/30/2009

Polish Border Tour 2009 - Dzień 29

Dzień 29 wyprawy - etap 28 jazdy

[more]

Etap 28

25 lipiec 2009, sobota


Polanica Zdrój - Szczawno Zdrój


(Polanica Zdrój - Studzienno -Wambierzyce - Krajanów - Świerki - Głuszyca - Jedlina Zdrój - Wałbrzych - Szczawno Zdrój)


72 km



 


Etap zaczynam od zwiedzania Polanicy. Wczoraj wieczorem byłem na to już zbyt zmęczony.


Jazda w kierunku Wałbrzycha to dzisiaj mordęga, nieustanne zmaganie się z wichurą prosto w twarz, wichurą, która zgina drzewa aż do ziemi(!). Tornado idzie czy co...?


Po drodze zahaczam jeszcze o Wambierzyce, żeby zerknąć na słynną bazylikę.


Dobrze, że dzisiejszy etap ma niewiele kilometrów, bo nogi mam już z waty. Wieje strasznie, na domiar złego jest zimno i zaczyna padać deszcz.


Pada aż do samego Szczawna.  Dobrze, że nie muszę dziś się troszczyć o nocleg, bo rodzice i babcia już na mnie czekają w domu,  gdzie się urodziłem :)


 


PORANEK W POLANICY ZDRÓJ


 


 


A MOŻE SIĘ PRZESIĄŚĆ...



 

Polish Border Tour 2009 - Dzień 28

12/30/2009

Polish Border Tour 2009 - Dzień 28

Dzień 28 wyprawy - etap 27 jazdy

[more]

Etap 27

24 lipiec 2009, piątek


Wójcice - Polanica Zdrój


(Wójcice - Otmuchów - Paczków - Złoty Stok - Lądek Zdrój - Stronie Śląskie - Sienna - Bystrzyca Kłodzka - Polanica Zdrój)


105 km



 


Dzisiaj przez cały dzień mozolna jazda pod wiatr, silny wiatr, coś czego najbardziej nie lubię jeżeli chodzi o kolarzowanie. Ale i tak jestem w dobrym humorze i w świetnej formie. Mimo że wyglądam jak kloszard z tym swoim 4-tygodniowym zarostem ;-b


Znów jestem w Lądku Zdrój, tym razem latem, dla kontrastu. W zimie byłem tu kilka dni, gdy Stiupa (brat) był w sanatorium.


Nie mogę ominąć też Siennej i przełęczy Puchaczówka, które także widziałem jak dotąd tylko zimą. Świetna trasa rowerowa i okolice idealne do pieszych wędrówek.


Zjeżdżam w dół do niepowtarzalnej, warownej Bystrzycy Kłodzkiej, miasta niczym małe miejscowości znane mi z relacji z Tour de France. Nigdy bym się nie spodziewał takiego klimatu tutaj. Wzgórza pokryte zabudowaniami niczym z klocków lego.


Szosa między Bystrzycą Kłodzką a Polanicą Zdrój to podziwianie widoków z lewej (Góry Bystrzyckie).


Nocuję w Polanicy w pensjonacie leżącym na wzgórzu tuż nad promenadą zdrojową. Pełen wypas. Trzeba koniecznie wziąść wizytówkę.


 


LĄDEK ZDRÓJ




 


PRZEŁĘCZ PUCHACZÓWKA



 


SIENNA




 


 BYSTRZYCA KLODZKA



 


BYSTRZYCA



 


TAKIE DROGI UWIELBIAM - GÓRY BYSTRZYCKIE




 

Polish Border Tour 2009 - Dzień 27

12/30/2009

Polish Border Tour 2009 - Dzień 27

Dzień 27 wyprawy - etap 26 jazdy

[more]

Etap 26

23 lipiec 2009, czwartek


Pietrowice Wielkie - Wójcice


(Pietrowice Wielkie - Kietrz -Głubczyce - Racławice Śląskie - Prudnik - Głuchołazy - Nysa - Skorochów - Głębinów - Wójcice)


116 km



 


Noc spędziłem w dziwnym otoczeniu, czułem się trochę nieswojo pośród tych wszystkich świętych przedmiotów, pod jednym dachem z księdzem i jego świtą. Czułem się zobowiązany uczestniczyć we mszy św. porannej. Po nabożeństwie śniadanie z proboszczem i siostrami. Najadłem się frykasów do syta i jeszcze dostałem na drogę owoce i małą figurkę Św. Krzysztofa (nie mówiąc o błogosławieństwie w mojej intencji podczas mszy). Rany...


Dziś upał jeszcze większy niż wczoraj. Na szczęście etap płaski. Szybko przemierzam kilometry, ponieważ w tych okolicach nie ma zbyt wielu atrakcji turystycznych. No może poza ładnym rynkiem, a szczególnie ratuszem w Głubczycach, wspaniale zadrzewioną,  gęstymi od czerwieni jarzębinami, drogą między Kietrzem a Głubczycami, no i oczywiście katedrą i starówką w Nysie. I oczywiście świetne do wypoczynku jezioro Głębinowskie, u którego brzegu odpoczywam w prywatnej kwaterze.


 


OBY NIE PADAŁO



 


 ŚNIADANKO NAD STRADUNIĄ



 


NYSA




 


 JEZIORO GŁĘBINOWSKIE




 

Polish Border Tour 2009 - Dzień 26

12/30/2009

Polish Border Tour 2009 - Dzień 26

Dzień 26 wyprawy - etap 25 jazdy

[more]

Etap 25

22 lipiec 2009, środa


Szczyrk - Pietrowice Wielkie


(Szczyrk - Wisła - Ustroń - Cieszyn - Zebrzydowice - Jastrzębie Zdrój - Mszana - Wodzisław Śląski - Pszów - Racibórz - Pietrowice Wielkie)


130 km



 


Dzisiaj przez cały dzień upał 32-stopniowy.  Od samego rana rozpoczynam morderczy podjazd na Przełęcz Salmopolską w kierunku Wisły.  Kilkanaście kilometrów wspinaczki na najmniejszym przełożeniu. Ale ja lubię górskie wspinaczki, poza tym nigdzie mi się nie spieszy. Robię wiele przerw i napawam się widokami.


Dojeżdżam do Wisły. O dziwo, szosa przebiega dosłownie pod słynną wiślańską skocznią narciarską (!).


Powoli jadę sobie do Ustronia, miejscowości uzdrowiskowej. Jednak to następny na mojej trasie Cieszyn robi na mnie największe dzisiaj wrażenie, a konkretnie zabytkowa odnowiona starówka oraz okoliczne wąskie uliczki. Fajne miejsce na kawkę i lody w miłym towarzystwie.


Dalsza jazda to już przedzieranie przez śląskie aglomeracje (Jastrzębie Zdrój, Mszana, Wodzisław Śląski, Pszów) w kierunku spokojniejszego już Raciborza.


Dziś będę nocował na parafii p.w. Św. Wita, Modesta i Krescencji w Pietrowicach Wielkich. Ksiądz proboszcz udostępnił mi bezpłatnie pokój gościnny na plebanii i zaprosił na kolację oraz na śniadanie. Rany, jakby to powiedzieć - czuję się zaszczycony :)


 


WYJAZD ZE SZCZYRKU



 


BESKID ŚLĄSKI



 


 SZOSA POD SKOCZNIĄ NARCIARSKĄ W WIŚLE



 


NA RYNECZKU CIESZYŃSKIM


 




 


DROGA DO RACIBORZA


 


 

Polish Border Tour 2009 - Dzień 25

12/27/2009

Polish Border Tour 2009 - Dzień 25

Dzień 25 wyprawy - etap 24 jazdy

[more]

Etap 24

21 lipiec 2009, wtorek


Witów - Szczyrk


(Witów - Chochołów - Czarny Dunajec - Jabłonka - Zawoja - Stryszawa - Lachowice - Koszarawa - Żywiec - Szczyrk)


123 km



 


Dziś wspaniała pogoda na podróż rowerem. Pochmurno, ale chmury wysoko, nie zasłaniają gór. Ciepło, ale nie upalnie. I wiatr w plecy.


Pierwsze 30 km jadę z górki (nareszcie zaczynam dzień bez wysiłku).  Ale dziś czekają na mnie 3 masakryczne podjazdy, porównywalne z tymi w Bieszczadach, o ostatni z nich to "umieranie na rowerze", 13%-ówka. Pierwszy podjazd i zjazd to przełęcz Krowiarki w Babiogórskim Parku Narodowym, drugi to przełęcz Przysłup w Beskidzie Makowskim, trzeci to odcinek z Lachowic do Koszarawy również w Beskidzie Makowskim (rzeźnia).


Po takich wspinaczkach robię sobie długą przerwę na żywieckim ryneczku, zajadam pyszne lody i wdaję się w długą pogawędkę z rowerową maniaczką, która mnie zagadnęła. Szkoda, że tak daleko od Lubina, he he.


Od Żywca zaczynają się znowu wspinaczki. Jeszcze kawałek i już dzisiaj wyżej nie podjeżdżam. Noc spędzam w pensjonacie na samej górze Szczyrku, w ostatnim domu. Z ogromnego okna (od sufitu do podłogi) z pokoju widzę górę Klimczok - widok kojący umysł. Tylko sobie usiąść w fotelu przed oknem, popijać piwko i relaksować się.


 


USTRONNE DROGI BESKIDU MAKOWSKIEGO



 


 


BESKID ŻYWIECKI


 




 


ŻYWIECKI RYNECZEK


 


 


WIDOK Z OKNA MOJEGO POKOIKU W SZCZYRKU



 

Polish Border Tour 2009 - Dzień 24

12/27/2009

Polish Border Tour 2009 - Dzień 24

Dzień 24 wyprawy - etap 23 jazdy

[more]

Etap 23

20 lipiec 2009, poniedziałek


Tylmanowa - Witów


(Tylmanowa - Krościenko nad Dunajcem - Szczawnica - Lešnica - Velký Lipnik - Cerveny Kláštor - Niedzica - Łapsze - Białka Tatrzańska - Bukowina Tatrzańska - Zakopane - Kościelisko - Witów)


113 km



 


To co dzisiaj widzę i podziwiam przebija wszystko (no może poza moimi wędrówkami z Kaczuszką, a później z bratem, po Tatrach swego czasu).


Na dzień dobry, przed wyruszeniem, kolejne łatanie przebitej dętki, już nie wiem który raz, z dziesiąty będzie. Ale nic to.


Jadę w górę Dunajca do Krościenka, dalej do Szczawnicy. Faktycznie ładnie tu, ale mi się jednak bardziej podobała Tylmanowa.


Od Szczawnicy zamierzam się kierować wg planu na Nowy Targ i dalej do Zakopanego (główną drogą). Jednak za radą jednej osoby zmieniam radykalnie trasę i... to co widzę przez najbliższe 80 km nie jestem w stanie przekazać słowami. Jadę rozmyślnie bardzo bardzo powoli, żeby mi nic nie umknęło. Jaka szkoda, że dzień jest taki krótki, a ja muszę zmierzać dalej. Ale do rzeczy: ze Szczawnicy do słowackiej Leśnicy prowadzi rowerowa alejka wzdłuż głębokiej kotliny Dunajca, między lesisto-skalistymi Pieninami a skalistą pionową ścianą jednej z gór Beskidu Sądeckiego. Dalej jadę po stronie już słowackiej wąziusieńką wiejską uliczką (super nawierzchnia) masakrycznym podjazdem (ponad 13% średniego nachylenia na 4 km). Na szczycie powyżej miejscowości Velky Lipnik (do której zjadę za chwilę masakrycznym pędem) jest punkt obserwacyjny jakiego jeszcze nie widziały moje oczy. Widać góry zewsząd dokoła. Za plecami, tzn. na północny wschód, Przechyba oraz inne olbrzymy Beskidu Sądeckiego. Na wschodzie i południu Beskidy Słowackie, równie wielkie. Na zachodzieTatry (uuoooo...). Na północny zachód Pieniny. I jeszcze bliżej północy Gorce.


Docieram do wsi Cerveny Klastor i znów podążam wzdłuż Dunajca, słowacką stroną tym razem, gdzie, aż do przejścia granicznego w Niedzicy, oglądam atrakcje tego miejsca, między innymi spływ Dunajcem na tratwach z tyczkarzami.


Po około 30 km jazdy na Słowacji wracam do Polski (bo to przecież Polish Border Tour). Wysoko położonymi, już tatrzańskimi, wsiami pnę się powoli do Białki Tatrzańskiej, a następnie do Bukowiny Tatrzańskiej, gdzie zasiadam wygodnie na ławie na wprost samiuśkich Tater, zajadając płonący kociołek, specjalność miejscowej karczmy.


Dalej podążam do Zakopanego, najwyżej położoną drogą, jaką tylko można jechać, tzn. przez Toporową Cyrhlę i Jaszczurówkę. Robię sobie dłuższą przerwę na Krupówkach, gdzie zaopatruję się, rzecz jasna, w oscypki. Wieczorem będą pyszne z piwkiem. Ale dziś nie nocuję w Zakopanem. Jadę kilkanaście kilometrów dalej do Witowa tuż przed Chochołowem, gdzie jest spokojniej i taniej.




PIENINY - DROGA ROWEROWA NA SŁOWACJĘ 







 SPISKA MAGURA (W DOLE PIENINY)




 


SPISKA MAGURA (W DOLE SŁOWACKIE MIESTECZKO VELKY LIPNIK, W ODDALI TATRY)




 


SPŁYW DUNAJCEM


 


 


WIDOK Z BUKOWINY TATRZAŃSKIEJ NA TATRY



 


OSCYPKOWE ZAKUPY




 

Polish Border Tour 2009 - Dzień 23

12/27/2009

Polish Border Tour 2009 - Dzień 23

Dzień 23 wyprawy - etap 22 jazdy

[more]

Etap 22

19 lipiec 2009, niedziela


Folusz - Tylmanowa


(Folusz - Gorlice - Szymbark - Grybów - Nowy Sącz - Stary Sącz - Gołkowice Górne - Gaboń - Gołkowice Dolne - Łącko - Tylmanowa)


114 km



 


Dzisiaj najcięższy, ale i najpiękniejszy krajobrazowo etap (jak się okaże). Pierwsze 4 godziny jadę w ulewie, w dodatku wprost pod silny porywisty wiatr, który siecze wodą po twarzy i momentami zatrzymuje rower niemal w miejscu. Na domiar złego łapię gumę. Dłonie mam tak skostniałe, że z trudem udaje mi się naprawa.


Podczas zwiedzania Nowego Sącza powoli się wypogadza, choć wiatr nie ustaje. Jem obiad na tarasach przy ratuszu - tak pięknych nie ma chyba w rynku żadnego miasta w Polsce.


Z sentymentu podjeżdżam do Gołkowic Górnych nad potok Jaworzynka. W dzieciństwie hasałem tu po górskich łąkach z Hanią, nakłuwając poziomki na źdźbła trawy i plotąc wianki ze stokrotek. Rozpoznaję miejsce choć minęło już ponad 20 lat. Niestety nikt już z tamtych osób tu nie mieszka, a na "naszej" łące postawiono domki kolonijne dla dzieci.


Od tego miejsca, jadąc w kierunku Szczawnicy, rozpoczyna się prawdziwa gratka dla oczu i duszy. Droga wiedzie cały czas wzdłuż samego Dunajca. Po obu stronach wyłaniają się coraz to nowe pasma wysokich gór. Jadę bardzo powoli, napawając się doskonałym krajobrazem, skończenie pięknym. To najbardziej malownicze 30 km od kiedy wystartowałem z Lubina. Nie jestem w stanie tego nawet opisać.


A miejscowość, w której nocuję za jedyne 20 zł, to najpiękniej położona wieś, jaką kiedykolwiek widziałem, Tylmanowa. Ponoć w Krościenku i Szczawnicy jest jeszcze ładniej (gdzie będę jutro), ale ciężko mi sobie wyobrazić, że może być  j e s z c z e  ładniej niż tu. Dunajec płynie przez podwórza niemal, z lewej strony Beskid Sądecki, z prawej strony Gorce, na wprost Pieniny. A myślałem, że naprawdę zaje***cie jest tylko w Tatrach :)




WYJAZD Z FOLUSZA


 


 


DUNAJEC


 


 


BESKID SĄDECKI





Polish Border Tour 2009 - Dzień 22

11/09/2009

Polish Border Tour 2009 - Dzień 22

Dzień 22 wyprawy - etap 21 jazdy

[more]

Etap 21

18 lipiec 2009, sobota


Cisna - Folusz


(Cisna - Komańcza - Wisłok Wielki - Tylawa - Dukla - Równe - Wietrzno - Toki - Nowy Żmigród - Folusz)


111 km



 


Dziś już nie mam takich stromizn. Kilkanaście kilometrów i wyjeżdżam z Bieszczad. Dalej jadę u podnóża Beskidu Niskiego. Od Dukli zmieniam plany i zjeżdżam niemal całkiem z gór do Równego. I było warto. Między Równem a Wietrznem nad rzeką Jasiołką przeprawiam się przez wąziutki (1m) linowy mocno rozhuśtany most.


Często przypadek decyduje o tym, czego doświadczamy, bo wcale nie planowałem tędy jechać, ani też nie wiedziałem o jego (mostu) istnieniu, a... klimat na maxa.


Jadę wsiami Wietrzno, Łęki Dukielskie, Kobylany i rozkoszuję się panoramą, którą mam z lewej strony, czyli Beskidem Niskim (może i niezbyt wysoki, ale piękny).


I także zupełnie z przypadku, bo tak akurat sobie wyliczyłem długość etapu, trafiam do miejscowości Folusz, maleńkiej wsi nieco odległej od głównej drogi, wbitej jakby w pasma górskie. Zapiera mi dech z wrażenia. Miejsce zupełnie niedoceniane przez turystów (może to i dobrze).


Na kolację jem smażonego pstrąga, którego można sobie samemu złowić w zaporze przy potoku na terenie przeuroczej kafejki u podnóża g. Wętkowej. A stoliki są tu nie jeden przy drugim, ale w odległościach kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu metrów od siebie, pośród zakamarków 4 małych stawików, strumienia Rzeszówka, huśtaweczek, drzewek, krzewów... bajka:)


 


MOST W RÓWNEM





 


CERKIEW W KOMAŃCZY



 


 


CERKIEW W DALIOWEJ


 




 


FOLUSZ - ŁOWISKO RASTAURACJA




 

Polish Border Tour 2009 - Dzień 21

11/09/2009

Polish Border Tour 2009 - Dzień 21

Dzień 21 wyprawy - etap 20 jazdy

[more]

Etap 20

17 lipiec 2009, piątek


Wołkowyja - Cisna


(Wołkowyja - Bukowiec - Czarna - Lutowiska - Ustrzyki Górne - Wetlina - Kalnica - Cisna)


98 km



 


Dzisiaj jazda non stop serpentynami, niekończącymi się serpentynami. Może nie ma kilkunastoprocentowych stromizn, ale wielokilometrowe wspinaczki i zjazdy, bez wypłaszczeń, robią swoje. Już po 40-50 km mam nogi z waty. A przecież jechałem już etapy po 150 km. Robię dużo przerw i piję bardzo dużo wody, no i jakoś jadę dalej.


Bieszczady są czadowe. Na każdym kilometrze cudne strome zielone zbocza i wzgórki. Co chwilę przystaję, już nie tylko po to, żeby odpoczywać, ale napawać się przyrodą. Jest przepięknie. Najchętniej zostałbym tu na miesiąc, aby spacerować po górach.


Docieram do Cisnej. Jakimś cudem trafiam na najładniejszą stancję w okolicy (jak twierdzili turyści i jak sam się przekonuję). Pokoik z własnym prywatnym ogródkiem, huśtawką, mostkiem, bajorkiem, kącikiem grillowym z prawdziwego zdarzenia, i co najważniejsze - z miłym towarzystwem obok. Płacę niedrogo, więc po co mam się męczyć w namiocie:)


 


BIESZCZADY







 



 


POŁONINA CARYŃSKA


 




 

Copyright © Blaru wyprawy