Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wybrzeże Śródziemnomorskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wybrzeże Śródziemnomorskie. Pokaż wszystkie posty
Przez Alpy do Toskanii Tour 2011 - dzień 19

1/02/2012

Przez Alpy do Toskanii Tour 2011 - dzień 19

>>>

[more]

Dzień 19


Etap 19


 20 lipiec 2011, środa


Levanto - Piza




(Levanto - Vernazza - La Spezia - Lerici - Carrara - Massa - Forte dei Marmi - Pietrasanta - Viareggio - Lucca - San Giuliano - Piza)


151 km



czas jazdy  8:39


średnia prędkość  17,5 km/h


prędkość max.  55 km/h


przewyższenie  1.886 m


wysokość max.  562 m n.p.m.


wysokość min.  0 m n.p.m.


podjazd max.  11 %


zjazd max.  20 %


temp. max.  31*C


temp. rano  23*C


 


Pierwszy dzień wyprawy z piękną słoneczną pogodą od rano do wieczora.


 Od dzisiaj twierdzę, że Cinque Terre to nie wybrzeże, ale góry Cinque Terre. Pierwsze 70 km dnia to same wspinaczki i zjazdy w niesamowitym otoczeniu. Nie jestem w stanie tego opisać. Potem znienacka robi się całkiem płasko. Szosa biegnie wzdłuż plaży na wysokości zaledwie 3 m n.p.m. To tzw. Versilia rozciągająca się na długości 30 km wzdłuż miast Carrara, Massa, Forte dei Marmi, Pietrasanta i Viareggio. Jednak dostęp do plaży jest ograniczony poprzez "bagna", czyli wydzielone boxy z parkingiem, kawiarnio-restauracją i kawałkiem odgrodzonej plaży, np. Bagno Emilia, Bagno Royalle... Takich bag(ie)n jest z tysiąc.


 Ponieważ jest już godzina 19-ta, na szybkiego zwiedzam Luccę. A jeszcze nie mam noclegu. Niestety w Lucce nie ma kempingów, więc szybko drałuję do Pizy, aby po rekordowej ilości km (151) , już po zmroku, znaleźć w końcu campeggio w samym centrum Pizy.


 


CINQUE TERRE




















 


LA SPEZIA






 


PARCO DI MONTEMARCELLO MAGRA





 


 


LUCCA






 


LUCCA - DELLE MURA (DROGA NA MURZE)





Przez Alpy do Toskanii Tour 2011 - dzień 18

12/31/2011

Przez Alpy do Toskanii Tour 2011 - dzień 18

>>>

[more]

Dzień 18


Etap 18


 19 lipiec 2011, wtorek


Bogliasco - Levanto




(Bogliasco - Sori - Camogli - Santa Mergerita - Rapallo - Chiavari - Lavagna - Sestri - Moneglia - Levanto)


81 km



czas jazdy  5:27


średnia prędkość  14,8 km/h


prędkość max.  59 km/h


przewyższenie  1.978 m


wysokość max.  627 m n.p.m.


wysokość min.  0 m n.p.m.


podjazd max.  10 %


zjazd max.  24 %! (zjazd z kempingu)


temp. max.  23*C


temp. rano  16*C


 


Od rana leje niemiłosiernie i tak aż do wieczora. Nie jest też zbyt ciepło, a właściwie to jest zimno, przez większość dnia 16-17 stopni. Zważywszy, że jestem na wybrzeżu Cinque Terre, to anomalia. Powinno być chyba 35 stopni raczej. Nawiasem mówiąc, odkąd jestem we Włoszech, ciągle pada, a słynne błękitne włoskie niebo to mit. dzisiejsza pogoda też wpływa na to, że dość szybko szukam noclegu, no i robię niewiele zdjęć (chociaż można było ich robić setki - niesamowite pejzaże wybrzeża widzianego w wysokości 300-600 m n.p.m.). Ale co zobaczyłem to moje.


 Przejazd z jednej miejscowości nadmorskiej do drugiej polega na kolejnych wspinaczkach po bardzo stromym wysokim wybrzeżu. Nachylenie jezdni może przyprawiać o dreszcze amatorów np. alpejskich szos, 10% to norma. Z Sestri do Moneglii postanawiam przejechać tunelem, aby uniknąć wyjątkowej wspinaczki w lodowatych strugach deszczu z poziomu zerowego morza na ponad 600 m i z powrotem do zera. Okazuje się, że w 5km-owym tunelu o ruchu wahadłowym i nakazie jazdy z prędkością minimalną 40 km/h, obowiązuje zakaz dla rowerów. Już mam drałować pod górę dokoła, kiedy pojawia się mała ciężarówka, którą zabieram się na pace razem z całym majdanem. Cóż, przejazd z Moneglii do kolejnej miejscowości (Deiva Marina) również stawia mnie przed takim samym wyborem. A skoro nie ma żadnego większego auta, ryzykuję i wbijam się rowerem w tunel, chociaż tablice ostrzegają o kamerach monitorowanych przez posterunek "polici". Wjeżdżam na czerwonym świetle (wahadłówka), żeby nie ciągnął się za mną zbyt długo sznur aut, kiedy mnie dogoni. Udało się. Poza tym, choć duszno było od oparów spalin, nie padało na glowę.


 Jak już wspomniałem, krajobrazy morza Liguryjskiego wprawiają w zachwyt. Nie mogę też sobie odmówić kąpieli. Mimo zgrzanego jazdą organizmu i kilkunastu stopni w powietrzu zanurzam się w fale - woda jest cieplejsza od niego (powietrza). Szkoda, że nie mogę popływać. Fale mają co najmniej 3 metry już 10 metrów od brzegu. I tylko surferzy z deskami wchodzą głębiej niż po pas. A nawet stojąc po kostki w wodzie trzeba co chwilę wyskakiwać w górę, żeby nie utonąć, co nie jest łatwe, bo dno składa się wyłącznie z kamieni wielkości pięści ;]


 Noc spędzam dziś w błocie na obskurnym kempingu bez ciepłej wody za jedyne... 18,5 € za noc we własnym namiocie. Co zrobić. Takie ceny na italiańskim wybrzeżu. Na dziko nie ma tu za bardzo gdzie, wszędzie turisti.


 Ale i tak jest zajebiście. I jestem  p r z e s z c z ę ś l i w y.


 


SORI








 


CAMOGLI





 


CHIAVARI







Przez Alpy do Toskanii Tour 2011 - dzień 17

12/29/2011

Przez Alpy do Toskanii Tour 2011 - dzień 17

>>>

[more]

Dzień 17


Etap 17


 18 lipiec 2011, poniedziałek


Lungavilla - Bogliasco




(Lungavilla - Voghera - Tortona - Serravalle - Genua - Nervi - Bogliasco)


119 km



czas jazdy  7:52


średnia prędkość  15,1 km/h


prędkość max.  52 km/h


przewyższenie  1.149 m


wysokość max.  468 m n.p.m.


wysokość min.  8 m n.p.m.


podjazd max.  24 % ! (uliczka w Bogliasco prowadząca do kempingu - nie podjechałem ostatnich 50 m)


zjazd max.  11 %


temp. max.  28*C


temp. rano  21*C


 


Przez większość trasy nic specjalnego się nie dzieje. Jadę główną drogą na południe w kierunku wybrzeża i Genui (80 km). Na trasie zapamiętałem ogromną figurę umieszczoną na szczycie kościoła w Tortonie oraz przemiłą panią z wnuczką, które oprócz wody obdarowały mnie przeróżnymi owocami z ogródka.


 Docieram do Genui koło południa, mam sporo czasu na zwiedzanie, bo wystartowałem dziś bardzo wcześnie. I nie żałuję tego. To miasto jest niesamowite. Najpiękniejsze z tych, które widziałem. Każda uliczka wprawia w zachwyt. Tutaj też jem pizze, oryginalną włoską. Nie różni się od tej w Polsce prawie niczym, poza dwoma rzeczami. Pierwsza to sos, który nie jest keczupem, tylko świeżymi zmiksowanymi pomidorami z ziołami (duży plus), druga to cena - niewielka skromna pizza za 14,50 € to szok.


 Morze Liguryjskie. Dzikie, lazurowe, mocno pachnące bryzą. Nie kąpię się, choć strasznie bym chciał. Fale tak gigantyczne, że przecieram oczy ze zdumienia. Tylko dla sportowców, którzy stojąc po kostki w wodzie, nagle walczą z trzymetrową falą. Co prawda co kilkaset metrów jest basen na plaży (!), ale: po 1 - na plażę nie wolno z rowerem, po 2 - w dół prowadzi kilkadziesięciostopniowe schody, po 3 - wejście jest wszędzie płatne. Nie szkodzi, znajdę sobie dalej gdzieś na dziko. Hehehe, pomarzyć można.


 Śpię sobie dzisiaj na spędzie namiotowym z całej Europy. Jest to pole (pozostałość winnicy, z charakterystycznymi pięterkami), na którym namioty są rozstawione niczym widownia na trybunach. Na ten kemping trzeba było wydrałować ponad 200 m w górę (biorąc pod uwagę wysokości geograficzne) o nachyleniu ponad 20%! Na miejscu są obok mnie z jednej strony francuska rodzina, z drugiej dwie parki węgierskie, poniżej niemiecka para, wyżej kumple z Anglii oraz z Włoch.


 Będę sobie teraz jadł kolację. Zaszalałem. Chociaż wcale niedrogo wyszło. Mam świeżutki chlebek z grubą chrupiącą skórką, kiełbaskę salametto milanese (takie trochę bardziej "surowe" salami), kilka plastrów prawdziwej prosciutto (wędzonej na zimno surowej szynki), oliwki w specjalnej zalewie (nawet nie jestem w stanie powiedzieć z czego), dwa ogromne podłużne pomidory (nigdy takich nie widziałem), ugotuję sobie jeszcze garść ryżu (żeby było coś ciepłego) i do tego wytrawne czerwone winko, za które zapłaciłem niecałe 1 € (ciekawe czy da się pić).


 Ryż sobie pyka w garnczku i dochodzi, skosztowałem winka, jest doskonałe, Niemcy grają na gitarach  jakiegoś alt-rocka (spoko), więc kończę pisanie i zabieram się za masturbację kulinarną;)


 


TORTONA




 


GENUA



















 


MORZE LIGURYJSKIE







 


NERVI




 


BOGLIASCO





Copyright © Blaru wyprawy