Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011 Przez Alpy do Toskanii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011 Przez Alpy do Toskanii. Pokaż wszystkie posty
Cyferki i cyfry wyprawy Przez Alpy do Toskanii Tour 2011

2/21/2012

Cyferki i cyfry wyprawy Przez Alpy do Toskanii Tour 2011

>>>

[more]

                           "Życie jest jak jazda na rowerze - żeby zachować równowagę musisz stale przeć naprzód."  (Albert Einstein)                                        


 


Uczestnicy:   ja sam, czyli Jarosław BLARU Antoniak

 

Kiedy:  2-26 lipca 2011 


Czas wyprawy:   25 dni


Czas jazdy:   22 dni


Dystans:   2.563 km


Najdłuższy etap:   162 km


Najkrótszy etap:   77 km


Średnia dzienna:   116,5 km  (nie licząc etapu "kolejowego")


Kilometry w Polsce:   245 km  (9,6%)


Kilometry w Czechach:   464 km  (18,1%)


Kilometry w Austrii:   795 km  (31,0%)


Kilometry we Włoszech:   1.059 km  (41,3%)


Czas jazdy łącznie:  161 h 59 min


Średnia prędkość na całej trasie:  16,2 km/h   (nie licząc etapu "kolejowego")


Prędkość max:  71 km/h


Suma przewyższeń:  32.387 m


Średnia dzienna przewyższeń:  1.453 m  (nie licząc etapu "kolejowego")


Wysokość max nad poziomem morza:  2.757 m n.p.m.


Nachylenie max:  24 %


Zjazd max:  28 %


Temperatura najwyższa:  37*C


Temperatura najniższa:  7*C




Przez Alpy do Toskanii Tour 2011 - dzień 25

2/21/2012

Przez Alpy do Toskanii Tour 2011 - dzień 25

>>>

[more]


Dzień 25 (ostatni)


Etap 22


 26 lipiec 2011, wtorek


Liberec - Lubin


 


(Liberec - Frýdland - Zawidów - Zgorzelec - Bolesławiec - Chojnów - Lubin)


162 km



czas jazdy  8:28


średnia prędkość  19,0 km/h


prędkość max.  45 km/h


przewyższenie  1.021 m


wysokość max.  491 m n.p.m.


wysokość min.  78 m n.p.m.


podjazd max.  9 %


zjazd max.  7 %


temp. max.  23*C


temp. rano  17*C


 


Dziś ostatni dzień wyprawy przez Alpy do Toskanii. Jedzie się wybornie, nie za ciepło, nie za chłodno, bezchmurnie i do tego wiaterek w plecy. Mimo że aż 162 km, to najłatwiejszy etap; choć podróż koleją bardziej mnie umęczyła od szosowania, więc nie powiem, że wypocząłem fizycznie, tyle że może nogi dostały trochę wytchnienia. No i jadę z wiatrem, dość silnym wiatrem. Właściwie to tylko siedzę i steruję:)


 Gdyby nie to, że dojechawszy do Florencji miałem ze 3 dni poślizgu co do pierwotnego planu, po 1-2 dniach odpoczynku mógłbym jechać dalej przez Wenecję, Graz i Wiedeń, nie korzystając z żadnych innych środków lokomocji, ale nie wyrobiłbym się w czasie (urlop).


 A czy jestem zadowolony z tej wyprawy? I co mi dało, że tak się katowałem na rowerze przez "pół Europy"? Porównanie wyrazów mojej twarzy na pierwszej fotografii i na ostatniej powinno wystarczyć za odpowiedzi na te często zadawane mi retoryczne pytania;))


 





Przez Alpy do Toskanii Tour 2011 - dzień 23 + 24

2/21/2012

Przez Alpy do Toskanii Tour 2011 - dzień 23 + 24

>>>

[more]


Dzień 23 + 24


Etap podróży koleją


 24-25 lipiec 2011, niedziela-poniedziałek


Florencja - Liberec


  


Florencja - Fiesole - Florencja [ROWER]


Florencja - Wiedeń Süd [POCIĄG]


Wiedeń Süd - Wiedeń Prater [ROWER]


Wiedeń Prater - Breclav [II POCIĄG]


Breclav - Bern [III POCIĄG]


Bern - Pardubice [IV POCIĄG]


Pardubice - Liberec [V POCIĄG]


dojazd do ubytovania [ROWER]


44 km (tylko rower)


czas jazdy  4:21


średnia prędkość  10,3 km/h


prędkość max.  44 km/h


przewyższenie  404 m


wysokość max.  485 m n.p.m.


wysokość min.  62 m n.p.m.


podjazd max.  20 %! (podjazd pod klasztor San Domenico we Fiesole)


zjazd max.  20 % (j.w.)


temp. max.  26*C


temp. rano  15*C


 


Doba na kempie kończy się o 13-tej, więc wykorzystuję ten czas na spanie. Pociąg mam dopiero o 21:52, więc nie ma pośpiechu, tym bardziej, że pogoda się zepsuła i nie uśmiecha mi się koczowanie na dworcu.


 Akurat tuż po południu przestało lać, więc jadę sobie jeszcze do Fiesole, miasta położonego "nad" Florencją, jeśli tak to można ująć. Mozolna wspinaczka opłaca się, widok z góry, na której mieści się klasztor San Domenico, jest konkretny (całe Firenze).


 Po powrocie do miasta okazuje się, że moja dziupla z lampredotto dziś zamknięta (niedziela). Jaka szkoda. No i znów zaczyna lać. Chowam się pod parasolem ogródka pasticerii, zamawiając pasta (z oliwkami, fetą i pomidorkami koktailowymi) i cappuccino. Makaronowe danie mnie nie urzekło (zrobiłbym smaczniejsze), ale za to cappuccino - poezja. No a że leje nadal, a ja nie mam już nic na stole, przenoszę się na dworzec i spędzam tam 8 godzin, bo pociąg oczywiście przyjechał z 3-godzinnym opóźnieniem (kolej włoska). Oznacza to też dla mnie, że prawdopodobnie będę czekał prawie dobę na przesiadkę we Wiedniu. No i nie ma też wagonu rowerowego, na który zakupiłem bilet;) Więc siedzę teraz na podłodze na tyle pociągu wraz z rowerem i już mnie tyłek boli, choć to dopiero godzina jazdy z jedenastu. Ale jestem spokojny, bo jadę w stronę domu i szczególnie zadowolony, bo osiągnąłem coś, co wydawało mi się nie do zrealizowania.


 Docieram do Wiednia. 2 godziny i 40 minut opóźnienia, czyli po 11 rano. Jestem zmęczony i niewyspany. Nie uśmiecha mi się perspektywa 23 godzin na kolejny pociąg, który nie czekając odjechał w międzyczasie. Wyszukuję inne połączenie, byle jak najbliżej domu. O 13:00 pociąg do Breclav na granicy austriacko-czeskiej, ale odjeżdża z innego, przeciwległego dworca wiedeńskiego. Mam jeszcze niespełna dwie godziny, więc to tylko tyle, żeby szybko przejechać. Na tym drugim dworcu, mając jeszcze parę minut do odjazdu, urządzam sobie wyżerkę. Są tu rewelacyjne małe fast-foody i do tego, w porównaniu z Włochami, bardzo tanio. Jest na przykład bar z zapiekanymi makaronami, palce lizać. Jest bar z samymi ciasteczkami, setki rodzajów, i wszystkie jeszcze gorące. A kucharze pitraszą na witrynach na wystawie i wyglądają jak artyści kulinarni. No dobra, pojadłem i wbijam się w pociąg. Rools, nawet są miejsca na zawieszenie roweru.


 Trzeci pociąg mam z Breclav do Brna. Więc jadę. Kolejny, czwarty, z Brna do Pardubic. Piąty pociąg - z Pardubic do Liberca. Po drodze pociąg się zepsowuje i dalej jedziemy autobusem zastępczym, który z kolei dobija do jakiejś stacyjki i...  dalej jazda pociągiem, co oznacza, że to już siedem środków transportu od wyjazdu z Firenze.


 Stanąłem teraz przed dylematem (który rozwiązał się sam) czy jechać do samego Liberca (przyjazd po 22-giej) i nocą wracać do domu (160 km), czy wysiąść z godzinę/dwie wcześniej i szukać noclegu. Konduktor mi podpowiada, że w Libercu jest penzion na dworcu (ubytovani na nádražínádražín ínádraží) , do tego tani (150 Kč za noc, 25 zł na nasze). I tak też robię, nie odmówiwszy zabrania do pokoju dwóch kufelków przedniego czeskiego piwka, jako że bar był już zamknięty, a propozycja karczmarza nie do odrzucenia. 


 Jutro wracam na rowerze do Polski.


 


FLORENCJA OGLĄDANA Z FIESOLE




 


FIESOLE - KLASZTOR SAN DOMENICO



 


DWORZEC KOLEJOWY WE FLORENCJI



 


DOPIERO W CZESKICH  POGIĄGACH  MOGŁEM PODRÓŻOWAĆ WYGODNIE


 


 


Przez Alpy do Toskanii Tour 2011 - dzień 22

2/21/2012

Przez Alpy do Toskanii Tour 2011 - dzień 22

>>>

[more]

Dzień 22


Odpoczynek


 23 lipiec 2011, sobota


Florencja




 


Więc spaceruję sobie w piękny słoneczny dzień po Florencji. Pieszo. Bez spoglądania na zegarek i prędkościomierz. Powolutku. Czuję się jak poeta, dla którego poezją nie są słowa tylko stan ducha.


 Oczywiście Florencja mnie całkowicie oczarowała. Pewnie fotografie tego nie oddadzą. Jestem urzeczony tym miastem, architekturą, kamieniczkami, sklepikami, maleńkimi kafeteriami, gelateriami, paninotekami, pasticeriami... Nigdzie indziej nie widziałem takich klimatowych, dopieszczonych w każdym detalu, maleńkich sklepów tematycznych, np. z wyłącznie makaronami domowej roboty; albo z samą oliwą extra virgine; albo tylko z octem balsamico; albo z samymi czekoladkami; albo z samymi cukierkami; albo tylko i wyłącznie z cygarami; albo vinoteka, gdzie na półkach stoją albo leżą tylko toskańskie wina, tysiące odmian i roczników; albo ciastkarnia, a raczej ciasteczkarnia, gdzie są setki różnych rodzajów maleńkich ciasteczek i babeczek, którymi zajadają się signoriny, zapijając kawą i winem, i pakując na wynos pokaźne torby z tymi wiktuałami.


 A ja znów o jedzeniu. Ale cóż. Według Włochów do szczęścia są potrzebne mężczyźnie smaczne jedzenie, dobre wino i piękne (niekoniecznie dobre) kobiety, a tych w Firenze nie brakuje.


 


CARLA.  ZDAWAŁO MI SIĘ, ŻE TA SIGNORINA TYLKO  CZEKA NA COŚ, CO MA NASTĄPIĆ, I ŻE CAŁA POGRĄŻONA JEST W TYM BOLESNYM OCZEKIWANIU





 Apropos jedzenia. Wypatrzyłem w jednej z wąskich uliczek Florencji okienko w murze, z którego serwowane jest lampredotto. Przy murze stoi kilka stołków. Zamawia się jedzonko, tzn. flaki gotowane w warzywach, podane w świeżutkiej opieczonej bułce z salsą orzechowo-ziołowo-paprykową i lampką czerwonego wina (bo tylko taki zestaw serwują), następnie siada się sobie na stołeczku pod kamienicą i pałaszuje bułę (kielich można sobie postawić na jezdni). Jutro sobie zaserwuję, bo jestem już po obiedzie. Widzę, że lokalsi to chłoną jak nie wiem co, to muszę spróbować.





 


A dziś byłem w paninotece, tzn. kanapkarni. Wciągłem dwie olbrzymie kanapy z piwem (a raczej ale'm) i kawą espresso paraliżującą język. Kanapki niezwykłe. Jedna to jakby kawałek pizzy rozciętej wzdłuż i do środka nałożone salami, mozarella, oliwki, pomidory i świeża bazylia. Druga to wielka tortilla, w którą zawinięto szynkę, mozarellę i insalatta (czyli mieszaninę zieleniny - kolorowe sałaty lollo, sałata rzymska, raszponka, kiełki). Oczywiście bez sosu, bo byłoby to barbarzyństwo. Mniam. Piwo niegazowane, typu angielskiego ale'a, świetne. Co prawda piwa włoskie to wyjątkowe sikacze, ale tu był wyjątek. No i kawka. Rachunek mnie onieśmielił, ale cóż, lepiej się najeść do syta pysznych rzeczy, nawet gdy kosztuje aż 13 €, niż skubnąć garstkę spagetti w pasticerii za 18 €.


 Niestety nie zjadłem i już chyba nie zjem słynnego bistecca fiorentina, choć tak lubię mięso. Trzycyfrowy rachunek (w zł) za kotleta to nie na moje nerwy. Ale sobie popatrzę do woli. I nawącham;)


 To tyle o jedzeniu. A teraz foty. Starałem się wybrać tylko te najlepsze, ale było to trudne, bo Florencja cała jest jednym wielkim muzeum, a zdjęć napstrykałem full. Przy okazji pozdrawiam pewnego kolegę z forum Podróże Rowerowe, który radził mi ominąć to miasto na mojej wyprawie, bo nie ma w nim co zwiedzać i nie ma tam nic ciekawego;)





  WIDOK Z KEMPINGU NA MIASTO






 


MOSTY NAD RZEKĄ ARNO



 


TROTUAR WZDŁUŻ RZEKI ARNO



 


PONTE VECCHIO - MOST ZŁOTNIKÓW - STRONA POŁUDNIOWA




 


PIAZZA SANTA FELICITA



 


PAŁAC PITTI





 


?



 


FORTEZZA DA BASSO



 


PIAZZA DELLA SANTISSIMA ANNUNZIATA



 


SANTISSIMA ANNUNZIATA - KOŚCIÓŁ ZWIASTOWANIA NMP



 


VIA DEI SERVI



 


KATEDRA SANTA MARIA DEL FIORE









 


BAZYLIKA SAN LORENZO



 


BAZYLIKA SANTA MARIA NOVELLA




 


PIAZZA D'OGNISSANTI



 


PIAZZA CARLO GOLDONI



 


PAŁAC STROZZI



 


PIAZZA STROZZI




 


PIAZZA DELLA REPPUBLICA




 


VIA ROMA



 


BAPTYSTERIUM SAN GIOVANNI BATTISTA I KATEDRA SANTA MARIA DEL FIORE




 


DZWONNICA GIOTTA



 


?



 


?



 


POSĄG KOSMY I,  KSIĘCIA TOSKANII



 


FONTANNA NEPTUNA



 


PAŁAC VECCHIO I PIAZZA DELLA SIGNORIA



 


LOGGIA DELLA SIGNORIA


 


 


PERSEUSZ Z GŁOWĄ MEDUSY



 


GALLERIA DEGLI UFFIZI



 


PONTE VECCHIO - MOST ZŁOTNIKÓW - STRONA PÓŁNOCNA



 


KOŚCIÓŁ SANTA CROCE



 


POMNIK DANTE ALIGHIERI



 


SANTA CROCE




 


PIAZZA DI SANTA CROCE





Copyright © Blaru wyprawy